Miał dwadzieścia siedem lat, kiedy postanowił porzucić muzykę na zawsze. Gdyby to zrobił, świat nigdy nie zobaczyłby Aidy, Nabucca, La Traviaty, Trubadura, Rigoletta, Otella - sam pewnie by nie wiedział, jak bardzo jest ubogi.
Urodził się w październiku 1813 roku, jako obywatel francuski, granica przesunęła się niedługo później. Nigdy nie zapomniał, że pochodzi z prostego ludu, a jego ojciec, Carlo, posiadał mały sklep z towarami kolonialnymi i gospodę w Le Roncole, wiosce koło Parmy. Często podkreślał, że jest urodzonym wiejskim prostakiem – była to część jego osobistej legendy (zwłaszcza, kiedy ktoś chciał go wciągnąć w spór lub żądał trudnej do udzielenia rady).
Giuseppe miał jednak więcej szczęścia niż Janko Muzykant – mając siedem lat, znalazł na strychu stary szpinet (prototyp klawesynu), a ojciec, widząc jego zainteresowania, zaczął posyłać go do wiejskiego organisty na lekcje czytania, pisania i gry na organach. Życie potrafiło jednak być brutalne – ponoć kiedy Giuseppe, pełniąc obowiązki ministranta podczas mszy, zasłuchał się w muzykę organową, obudził go nagle brutalny kopniak proboszcza. Mimo to w wieku dziesięciu lat w tym samym kościele grywał już na wszystkich nabożeństwach, a kiedy ojciec oddał go na naukę do zaprzyjaźnionego kupca w pobliskim miasteczku Busseto, mały wracał do rodzinnej wsi na każdą niedzielę, żeby sobie pograć. Chcąc oszczędzić nowe buty, wędrował boso dziesięć kilometrów w obie strony. Miłość do sztuki wymaga poświęceń.
Do ludowej muzyki Giuseppe chętnie nawiązywał później, już jako słynny kompozytor. Dalsza droga okazała się także ciernista, ponieważ konserwatorium w Mediolanie bez podania przyczyn odrzuciło jego prośbę o przyjęcie w szeregi uczniów – prawdopodobnie dlatego, że był słabym pianistą i miał więcej lat niż przeciętny kandydat. Takie rzeczy się pamięta. Po wielu latach władze konserwatorium poprosiły o zgodę na nadanie szkole jego imienia. „Nie chcieliście mnie młodego, starego mieć mnie także nie będziecie” – odpowiedział sławny już wtedy kompozytor.
Historia serca
Zaczęła się pięknie, nic nie zapowiadało tragedii. Kiedy czytamy biografie sławnych ludzi, w oczy rzuca się to, że rodziny ich wybranek pogardzają nimi jako nic nieznaczącymi artystami i często odmawiają im zgody na związek – wystarczy wspomnieć historię Adama Mickiewicza i jego drugiej miłości, Henrietty Ewy Ankwiczówny. Verdiemu przypadł w udziale zupełnie inny los – ojciec jego wybranki, Margherity, bogaty kupiec i mecenas sztuki Antonio Barezzi, uwielbiał jego twórczość i chciał go mieć za zięcia. Ślub miał miejsce 4 maja 1836 roku, wkrótce urodzili się Icilio i Virginia. Niestety, dziewczynka zmarła w 1838, chłopiec rok później, a w 1840 ukochana żona kompozytora. W życiu Giuseppe Verdiego zapadła noc. To właśnie wtedy chciał porzucić muzykę, później poświęcił się pracy i komponował – w następnym dziesięcioleciu powstało czternaście oper. O tamtych czasach mawiał „lata galernika”. One przyniosły mu wielką sławę. Wkrótce pojawiła się druga wielka miłość kompozytora – śpiewaczka Giuseppina Strebboni, żyjąca w burzliwym związku z pewnym tenorem, matka jego dziecka, spodziewająca się następnego. W 1847 rozpoczęli wspólne życie mimo jawnej pogardy ze strony otoczenia, zwłaszcza ojca zmarłej małżonki Verdiego. Razem spędzili następne pół wieku, po 12 latach konkubinatu zawarli cichy ślub. Ponieważ nigdy nie mieli własnych dzieci, adoptowali sierotę o imieniu Filomena. Pod koniec życia coś mogło łączyć Verdiego z sopranistką Teresą Stolz, która porzuciła, może z jego powodu, jego przyjaciela Angelo Mariniego. Faktem jest, że towarzyszyła mu w ostatnich latach, już po śmierci Giuseppiny.
Patriota
Polakom bliska jest idea artysty, który jest piewcą wolności. Choć utworzono wokół Verdiego-obrońcy niepodległości Włoch wiele legend, faktem jest, że pisał w liście do jednego z librecistów: "...wybiła godzina wyzwolenia... Pan mi mówi o muzyce! Co Pan myśli? Wyobraża Pan sobie, że chciałbym się teraz zajmować nutami, dźwiękami? Jest tylko jeden i winien być jeden rodzaj muzyki, który Włochom miło brzmi w uszach: muzyka karabinów i armat!" (http://www.cedur.pl/verdi.php?id=1). I Słowacki by się pewnie pod tym podpisał, i Mickiewicz. Kompozytorowi przytrafiło się nawet to, że stał się hasłem niepodległościowym, i to w jak najbardziej dosłownym sensie. Jego nazwisko trafiało na mury w wersji VIVA V.E.R.D.I. – czyli Viva V(ittoro) E(manuelo) R(e) D'I(talia) – „Niech żyje Wiktor Emanuel, król (niepodległych) Włoch!”
Pierwsza z wybitnych oper kompozytora, „Nabucco” – to po jej wysłuchaniu wielki włoski kompozytor Gaetano Dionizetti miał powiedzieć: „A jednak geniusz!” – zawierała słynną arię żydowskich niewolników uprowadzonych z dala od ojczyzny, Va pensiero, sull'ai dorate, a podbita Jerozolima stanowiła czytelną alegorię Włoch podporządkowanych Austrii. Po odzyskaniu niepodległości Verdi chciał dać wyraz swemu patriotyzmowi zostając w 1861 roku posłem do parlamentu. Szybko się jednak rozczarował i nazywał siebie „nieistniejącym posłem”, ponieważ prawie nie brał udziału w obradach.
Verdi w migawkach
Mimo spektakularnych sukcesów i niesłabnącej sławy umiał myśleć realistycznie, a współczucie nie było mu obce. Ufundował w Mediolanie – którego był honorowym obywatelem – dom starców dla muzyków. Podobno nie było w nim nigdy pustego pokoju. Zbliżając się do kresu swoich dni Verdi uznał ów dom za dzieło swojego życia.
Wybraniec Muz stał jednak twardo na ziemi – za „Aidę” zażądał rekordowej sumy 150 000 franków. Nikt wcześniej nie odważył się prosić o taką kwotę. A życie zawodowego muzyka rozpoczynał od skromnej kwoty 657 lirów.
Car Aleksander II, którego trudno posądzać o umniejszanie własnej wartości, miał mu kiedyś powiedzieć: „Mój Verdi, jesteś potężniejszy ode mnie!” Byli też i tacy, którzy potrafili błyskawicznie wykorzystać jego sławę. Anegdota głosi, że kiedyś, przechodząc ulicą, usłyszał kataryniarza, który wygrywał fragment „Rigoletta” w zbyt szybkim tempie. Podszedł zatem i powiedział mu, aby wolniej kręcił korbką. Na drugi dzień, przechodząc nieopodal, ujrzał na katarynce kartkę z napisem: „Uczeń mistrza Verdiego”.
Geniusze przyciągają się nawzajem, dwa ostatnie arcydzieła mistrza, „Otello” i „Falstaff” były zainspirowane dziełami Williama Szekspira (w tym drugim przypadku „Wesołymi kumoszkami z Windsoru”).
Napisał 28 oper i „Requiem”, o którym inny wielki kompozytor, Ryszard Wagner, powiedział podobno: „Najlepiej byłoby nie mówić nic”. Kościół zaś uznał dzieło za „zbyt teatralne” i przez wiele lat nie wolno było wystawiać go w świątyniach z powodu dużych podobieństw do opery. Wagner i Verdi nie lubili się zresztą, będąc przedstawicielami dwóch całkowicie różnych szkół w muzyce. Nigdy się nie spotkali, a Verdi zwykł mawiać, że Wagner „próbuje latać tam, gdzie rozsądna osoba szłaby z lepszym rezultatem”, co jednak nie przeszkodziło mu po jego śmierci uderzyć w lament: „Smutne, smutne, smutne... to nazwisko wywarło największy wpływ na historię sztuki”. Sędziwy Giuseppe Fortunino Francesco Verdi zdążył jeszcze zobaczyć nowe stulecie i zmarł w Mediolanie 27 stycznia 1901 roku, w rezultacie wylewu krwi do mózgu. Jego pogrzeb przerodził się w wielką publiczną manifestację. Na wystawienie uznanej za najlepszą spośród 28 oper Verdiego, „La Traviatę” Filharmonia Sudecka i Wielokulturowy Park „Stara Kopalnia” zapraszają w dniach 24, 25, 26 września 2010.
źródło: regionalnatv.pl
Około 3000 osób odwiedziło wałbrzyską giełdę pracy i edukacji, na której prezentowały się zakłady produkcyjne z regionu, spółki miejskie, jednostki pośredniczące oraz szkoły i uczelnie wyższe. Była to okazja dla wielu mieszkańców, na znalezienie zatrudnienia, uzyskanie informacji o możliwościach podnoszenia kwalifikacji oraz wymaganiach jakie stawiają pracodawcy. Według danych Powiatowego Urzędu Pracy w Wałbrzychu, w marcu tego roku w placówce zarejestrowanych było prawie 13 tysięcy osób. Stopa bezrobocia sięga zatem nieco ponad 20%, natomiast w całym województwie bez legalnej pracy pozostaje 13,6% jego mieszkańców. Urząd pracy posiada jednak oferty zatrudnienia między innymi w takich branżach jak hotelarstwo i gastronomia, budowlana, handlowa oraz dla pracowników biurowych. Dostępna jest również praca za granicą przy pakowaniu i zbiorach owoców oraz na taśmach produkcyjnych.
czytaj więcejPiętnastu przedstawicieli małych i średnich przedsiębiorstw oraz pięć organizacji pozarządowych wzięło udział w cyklu szkleń dotyczących społecznie odpowiedzialnego biznesu. Uczestnicy warsztatów „Dolnośląskiej Akademii Menadżerów CSR” mieli okazję zdobyć wiedzę, w jaki sposób łączyć cele ekonomiczne oraz prospołeczne w swoich branżach. - To nie jest tylko przekazywanie „suchych” informacji. Te szkolenia, to przede wszystkim spotkanie ludzi, którym się chce robić coś ważnego i sensownego - opowiada Paweł Niziński, trener z organizacji „Goodbrand” Warszawa. Była to już trzecia edycja cyklu szkoleniowego w ramach projektu „Współpraca międzysektorowa – projekt na rzecz odpowiedzialnego biznesu”. Podczas warsztatów indywidualnych i grupowych przedstawiciele przedsiębiorstw oraz organizacji, wypracowali metody wdrażania strategii CSR oraz utrzymywania jej w swojej działalności. - Wszystko zależy od tego z jakim zapałem podejdziemy do tych działań. W jaki sposób je będziemy koordynować i organizować. Często jest tak, że od jednego pomysły, lawinowo tworzą się w głowie następne, a idea wciąż się rozwija – podkreśla Miłosz Krężlewski, uczestnik szkoleń z firmy „MTM Polska”. Kreatywność uczestników zaowocowała konkretnymi pomysłami, które mają nadać ich działalności charakter biznesu społecznie odpowiedzialnego. Polega on na łączeniu celów ekonomicznych oraz prospołecznych, jak kultura, ekologia, czy edukacja. - Prowadzimy z koleżankami Brafiterię, czyli sprzedajemy biustonosze. Naszymi klientami są kobiety i to na ich dobrym samopoczuciu nam zależy. - mówi Justyna Dąbrowska, uczestniczka szkoleń – Oprócz tego promujemy edukację prozdrowotną oraz wszelkiego rodzaju aktywność tego środowiska na terenie Wałbrzycha – podkreśla. Zadaniem projektu jest zbudowanie współpracy międzysektorowej pomiędzy małym i średnim biznesem, organizacjami pozarządowymi oraz jednostkami samorządu terytorialnego.
czytaj więcejPismo, które wysłał do jednostek gminnych Robert Hadaś, skarbnik Wałbrzycha nie pozostawia złudzeń. Sytuacja finansowa naszego miasta jest tragiczna. Czy to już koniec marzeń o wielkim Wałbrzychu? „Informuję, że przy obecnym planie i sposobie gospodarowania środkami pieniężnymi gmina nie jest w stanie w pełni zrealizować planowanych zadań. W związku z powyższym proszę o oszczędne gospodarowanie środkami i dokonywanie wyłącznie wydatków obligatoryjnych (w tym wynikających z zawartych umów). W obecnej sytuacji należy zaniechać zawierania nowych umów, które nie są niezbędne dla funkcjonowania jednostki, jak również powstrzymać się od dokonywania różnego rodzaju zakupów” - czytamy w dokumencie. Nasze miasto boryka się z dużymi kłopotami finansowymi, a kasa świeci pustkami. Tajemnicą poliszynela jak fakt, że to m.in. ze względów ekonomicznych zlikwidowano kilka palcówek oświatowych w Wałbrzychu. Żaden z banków nie chce również udzielić kredytów naszej gminie.
czytaj więcejW dniach 28-29.04.2012 na terenie pokopalnianych hałd w Wałbrzychu odbędzie się piąta edycja zawodów MOTOHAŁDA, będąca eliminacją Mistrzostw Strefy Polski Zachodniej w CC. Zapraszamy Wszystkich zainteresowanych do uczestnictwa w imprezie.
W zawodach będą mogli wziąć udział amatorzy bez licencji i zawodnicy z licencją C, B lub A na motocyklach enduro, cross i quadach. Będzie też odzielna motocyklowa klasa MŁODZIK dla zawodników w wieku 10-14 lat.
W dniach 11-12 kwietnia 2012 r. odbyły się Dni Wałbrzyskiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej „INVEST-PARK” na Opolszczyźnie, pomysłodawcami oraz organizatorami wydarzenia były: Centrum Obsługi Inwestora i Eksperta przy Opolskim Centrum Rozwoju Gospodarki wraz z Bankiem Gospodarstwa Krajowego.
W pierwszym dniu odwiedzono tereny inwestycyjne w podstrefach: Nysa, Prudnik, Opole, które zakończyło się konsultacjami z przedstawicielami firmy Turon w sprawie możliwości zasilania odbiorców na terenie WSSE. Następnie rozpoczęło się seminarium „Opolskie w Strefie, Strefa w Opolskim- doświadczenie, korzyści, perspektywy”.