Od dnia dzisiejszego na łamach naszego serwisu prezentować będziemy felietony młodego wałbrzyskiego dziennikarza Michała Cisło. Życzymy przyjemnej lektury!
Będę hipokrytą – wiem. Będę niesprawiedliwy – wiem. Ponownie będę cyniczny – wiem. Wiem również, że powinienem włączyć się do ogólnego protestu przeciwko takim miejscom, o jakich zaraz napiszę. Wiem, wiem. Wszystko to wiem. Ale tego nie zrobię – i to też wiem.
Do napisania dostałem felieton, którego tematem są supermarkety. Mam sobie luźno porzucać myśli i poprzeć je argumentami, żeby wyszła z tego jakaś sensowna całość, pewien pogląd, a nie zwykły bełkot. Wszystko jest o tyle w porządku, o ile nie doszedłem w swoim toku rozumowania do wniosku, że temat ten jest całkowicie zdradliwy. Otóż okazuje się, że czas, okres w ciągu roku jaki obecnie mamy, kompletnie temu nie sprzyja. Jesteśmy po świątecznym szaleństwie zakupów. Kosmetyki, sprzęty, książki, rzeczy, dodatki, biżuteria, artykuły spożywcze, alkohol, etc. Śmiało to wymieniłem i wymieniać mógłbym dalej. Reasumując – wszyscy mają tego dość. Z pewnością zwykły szary śmiertelnik, dla którego zakupy, to niekoniecznie pasja, jako hobby, a prędzej pasja, jaką przedstawił przykładowo w swoim filmie Mel Gibson. Nie odbiegając od tematu – i taki zwykły szary śmiertelnik jest obecnie w siódmym niebie, bo ten okres się zakończył. Nie musi wstawać, ubierać się, wsiadać w samochód i jechać do marketu – tego super, mega, giga, hiper, supermegahiper, gigamegasuper i inne tego typu kombinacje. Ma dość, ma chwilę na odetchnięcie od zgiełku i moment na odpoczynek. I tutaj wychodzi, dlaczego temat jest zdradliwy i dlaczego mogę zostać po publikacji mojego tekstu ukamienowany na ulicy. Śmiertelnik ten bowiem zapomina o pewnym zjawisku. Jest hipokrytą. W ciągu roku wielokrotnie jeździ do marketu. Jak jest zamknięty z powodu święta narodowego, to klnie pod nosem. Jeździ, robi miesięczne zakupy na kwotę 250-500 zł i ma jeden problem z głowy. Później ten najbardziej kupujący mówi mi, że markety są zbędne i przynoszące same problemy.
Skupmy się jednak na mojej hipokryzji. Obiecałem sobie, że postaram się wyciągać wnioski na podstawie tego, jakim sam jestem konsumentem, a nie jakim społeczeństwo. Przeanalizowałem wszystkie za i przeciw funkcjonowania marketów, robienia przeze mnie i moją rodzinę zakupów, i wyniki są zatrważające, jednak – wiele osób będzie mogło się z tym utożsamić.
Zanim usiadłem przed komputerem, zastanawiało mnie, czy wpływ na to, jakie jest moje podejście do takich dużych ośrodków handlowych, nie ma czasem fakt, że pierwsze siedem lat swojego dzieciństwa spędziłem w kraju, gdzie markety są normalnością, codziennością. Przeprowadzając wywiad środowiskowy dowiedziałem się, że w Polsce jeszcze ich nie było. Właściwie – były w polskich metropoliach. Bynajmniej nie były dostępne dla każdego i nie były tak popularne, jak dziś. Rozłożymy sobie puentę wywodu na kilka części – osobiście w całej rozciągłości popieram budowę, funkcjonowanie i szały promocyjne marketów. Gdyby ktoś podsunął mi pod nos petycję, czy jestem za zniesieniem – automatycznie i bez zastanowienia wyraziłbym sprzeciw. Dlatego zastanawiało mnie, czy jest to w jakimś sensie przyzwyczajenie z dzieciństwa, czy może jednak akceptacja rzeczywistości, bo cały czas jestem świadkiem i słyszę o budowie kolejnego takiego miejsca. Jestem hipokrytą. Wiem. Swoim bystrym(acz cynicznym) okiem obserwatora zawsze widzę, do jakiego stopnia, np. promocja może doprowadzić człowieka. Niby tak bardzo śmiejemy się z osób, które potrafią dla 40 groszy taniej pojechać do innego marketu po ten sam produkt, niby śmiejemy się z osób, których lektura polega na śledzeniu ulotek i gazetek z owych marketów, a tak naprawdę zapominamy, co działo się parę lat temu, gdy na rynek wchodziły pierwsze tanie odtwarzacze DVD, gdy przykładowo MediaMarkt obniżył ich cenę do 99 złotych za sztukę. Hasło: Nie dla idiotów!, a zastanawiające jest, dlaczego tego dnia cztery osoby zostały w tym centrum ciężko pobite przez inne, starsze kobiety mdlały w tłumie, bo tak on napierał na barierki, dlaczego nie zostało ani jedno DVD. Robię tak samo. Widzę tanią rzecz – biegnę po nią. Zostawmy promocje. Przejdźmy do kolejnego elementu puenty. Gdy ktoś mnie pyta co robić, jak spędzić czas, rzuca hasłem: gdzie się można wybrać w Wałbrzychu, zawsze odpowiadam w ten sam sposób: do Książa i na wycieczkę marketoznawczą. Bo może i niektórzy odnajdą te lepsze strony w kościołach, muzeach, teatrach i spacerach po deptaku w Szczawnie, ale są to nieliczni. Zawsze staram się dostosować propozycją do drugiej strony. I choć dobrze wygląda, jak Chińczycy, Japończycy, Koreańczycy, idąc ulicami Wałbrzycha, robią zdjęcia nawet zwykłej ławce na ulicy(coś na zasadzie: jest Tsunami, fala na mnie leci, muszę uciekać, ale fotkę sobie jednak jeszcze pstryknę), ale niestety my się tak nie cieszymy własną cywilizacją i własnym dorobkiem, jak robią to goście zza granicy. Stare przysłowie: cudze chwalicie, swego nie znacie. I choć szydzę w odpowiedzi na pytanie „gdzie się wybrać w Wałbrzychu?”, jakiś czas później sam to robię. Niestety nie mieszkam w mieście wysokorozwiniętym kulturowo, więc często z powodu braku możliwości spędzenia wolnego czasu, wybieram się ze znajomymi do marketu po prostu ot tak, powłóczyć się. To przykre, ale tak robi większość. Nie jestem sam.
Bądźmy jednak przez chwilę poważni. Po co są budowane markety? To, jak większość spędza czas, to że promocja robi z człowiekiem co chce, to jedno, ale są też inne czynniki. Trzymajmy się Wałbrzycha, bo o nim najwięcej powiedzieć mogę sam. Gdy zamknięte zostały kopalnie, pojawił się problem bezrobocia. Patologia, ubóstwo, przemoc w rodzinie, alkoholizm – główne jego skutki. Jakoś trzeba było temu zaradzić. Pojawia się możliwość udostępnienia swojego terenu zagranicznemu kontrahentowi, który w zamian za dzierżawę oferuje miejsca pracy. Co robić? Samonapędzająca się maszyna. Nie będę się tutaj rozwodził, bo nie jestem socjologiem. Logika podpowiada – dlaczego nie buntujemy się przeciwko powstaniu kolejnej fabryki na strefie, a buntujemy się przeciwko powstaniu kolejnego marketu? Pieniądze nie te same co prawda, ale miejsca pracy są? Są. Chyba lepiej jest zmusić kogoś do pracy, niż kazać mu ciągle żerować na skarbie państwa, pozwalając czerpać zasiłek? Mamy dwie możliwości zlikwidowania bezrobocia – pozwolić wyjechać do Anglii, albo pozwolić na wybudowanie kolejnej firmy handlowej. Przestańmy się oszukiwać – w Polsce nie ma polskich firm. Jedynie zakłady pogrzebowe. Dziwi mnie, że Polacy są tak chwaleni za granicą, jako Polski Pracownik, a u siebie w kraju nie potrafią się odnaleźć. Nie przeszkadza mu, że tam zrywa truskawki, a tutaj układanie towaru na półkach w markecie jest dla niego hańbą. Można to nazwać generalizacją, ale przyjrzyjmy się temu dokładniej i poobserwujmy. Wyciągnięcie wniosków gwarantuję bardzo podobne.
Powinienem się buntować – przeciwko otwartym marketom w niedzielę, przeciwko budowaniu kolejnych. Nie zrobię tego. Nie zrobię, bo i je uwielbiam, i pozwalają one ratować ludzi, którzy poszukują pracy. Wystarczy już teraz zobaczyć, ilu młodych ludzi w nich pracuje i dzięki temu może legalnie zarobić, a nie kraść. Dlaczego zatem tak bardzo przeciwko nim się buntujemy? Dlaczego tak bardzo narzekamy na przedświąteczne, marketowe szaleństwo, choć pierwsze co robimy, biegniemy do marketu po prezent i na zakupy? Dlaczego, skoro ich tak bardzo nie lubimy, denerwujemy się, że są one zamknięte w czasie świąt narodowych? Jestem hipokrytą. Śmieję się z marketów, choć chodzę do nich zawsze i nie wyobrażam sobie powrotu do przeszłości, gdzie żeby kupić jedną rzecz, musiałem zwiedzić całe miasto. Nie oszukujmy się – po zamknięciu Stadionu Dziesięciolecia coś musi nakręcać naszą polską gospodarkę.
Michał Cisło
michal-cislo@wp.pl
| NL 2011.01.08 20:27:21 IP: 94.64.74.11 | Panie Michale, ciekawy luźny tekst. Co do pracy w Wałbrzychu ma Pan rację. Chwile się zastanówmy - dla inwestora zagranicznego jest najłatwiej postawić super- czy hipermarket i czerpać z niego korzyści a przy okazji nie płacić podatków przez kilka lat - wygodne gdy ma się zapas finansowy. Z drugiej strony w co innego warto u nas inwestować - kopalnie z nową technologią - za drogo i nie rentownie a Polak zawsze polubi supermarket a przy okazji zdobędzie się kawałek rynku likwidując małe osiedlowe sklepy - oczywiście nie te co są dobrze zakorzenione w pamięci osób mieszkających w okolicy. Tutaj batalia chodzi o to czy super- i hipermarkety powinny być zamknięte w niedziele (nie licząc 13 dni które według ustawy są dniami wolnymi). Osobiście kiedyś uważałem, że nie powinny być zamknięte. Zmieniłem zdanie gdy przyjrzałem się sprawie bliżej. czy powinny być zamknięte to sprawa indywidualna zgodzę się z tym, każdy spędza czas tak jak chce. Otwórzmy szerzej oczy i spójrzmy od środka, a właściwie: - od strony pracowników i ich rodzin [jak często spędzają z sobą czas] (może mała ankieta? gwarantuje ze 80% będzie za wolnymi niedzielami) - od strony właścicieli małych osiedlowych sklepów (może i mają własny biznes, ale mają często na utrzymaniu całą rodzinę - jeśli ktoś zakłada mały sklep spożywczy to po 3 latach może liczyć na jakiś ludzki dochód wstając o 4 kładąc się o 23). - jak sytuacja z wolnymi niedzielami wygląda w innych krajach UE. Próbuję być tak jak wy hipokrytą, lecz jestem tylko weredykiem obudźmy się. Pozrawiam |
| felix 2009.01.02 21:47:21 IP: 83.18.228.179 | Poboba mi się ten tekt, aczkolwiek komentarz pod spodem też jest prawdziwy, jednakże subjektywny. Markety są niezbędne, ułatwiają nam życie, wybór produktów jest większy niż w mniejszych sklepach a ceny są mniejsze. Nie widzę powodu dla których powinny być likwidowane,(ktoś w ogóle taki pomysł? ). Co do samego tekstu to z całą moją nieznajomością zasad pisania felietonów, stwierdzam że czytanie nie jest męczące, tekst jest rześki, szybki, i łatwo się go czyta ;-) |
| Paulina Sz.:) 2009.01.02 16:57:23 IP: 83.27.194.32 | Przykre, ale prawdziwe. Zatem wychodzi na to, że wszyscy, którzy robią zakupy w marketach to hipokryci? Jakże miło ;) Ale cała prawda dotycząca naszych pierwotnych instynktów typu "kto pierwszy ten lepszy" lub "prawo silniejszego" w marketach jest zawarta w tym artykule. Nie zgodzę się jednak ze stwierdzeniem, że nie ma się gdzie wybrać w Wałbrzychu. Ci co chcą - znajdą. Można iść np. do teatru. Sama się zdziwiłam jak byłam w zeszłym tygodniu w Teatrze Dramatycznym. Zdziwiłam się, że ludzie z Wałbrzycha mają potrzebę pójścia na spektakl. Mam nadzieję, że będzie się to działo co raz częściej. W każdym razie - gratulacje Michał;) |
| Dariusz 2009.01.01 19:33:12 IP: 81.190.213.58 | Młody wałbrzyski dziennikarz pisząc ten artykuł kierował się emocjami, brak w tym wszystkim obiektywizmu, brak elementarnej wiedzy na temat fatalnych warunków pracy panujących w marketach, niegodziwego wynagradzania za pracę i tragicznej jakości produktów oferowanych przez markety...nie wspominając o tym, ze cały utarg napełnia kieszenie zagranicznych właścicieli...a monopol na rynku sprawia, że polscy, drobni przedsiębiorcy ogłaszają upadłość, gdyż nie wytrzymuja konkurencji z takimi gigantami. Zachęcam więc do ostrożniejszych wypowiedzi na ten temat, gdyz jest wiele spraw, o których się nie mówi, a szkoda, bo moze wtedy docenilibyśmy naszą zywność, nasze produkty i basz rynek handlowy |
| ;) 2008.12.31 16:52:40 IP: 83.8.46.116 | Michał ma rację. W takim razie ja też jestem hipokrytką;) i kurcze dobrze mi z tym;-) Ktoś poza mną i osobami pod moim komentarzem podpisuje się pod tekstem Michała? |
| Kaś 2008.12.31 14:42:39 IP: 83.8.10.71 | młody wałbrzyski dziennikarz! dobrze ujęte. |
| romek 2008.12.31 14:30:37 IP: 83.3.249.218 | brawo Michał! |
Ogień, mrok i szaleństwo towarzyszyły fanom zespołu Fronside, który na kilka godzin zmienił świdnicką Basztę w miejsce, gdzie żywe okrzyki i taniec, charakterystyczny dla odbiorców tego gatunku muzycznego zwanym pogo stały się obowiązkowym elementem sobotniego koncertu. Fani mocnego metalu mieli okazję posłuchać ulubionej muzyki podczas koncertu organizowanego przez świdnicki klub Baszta. Imprezę rozkręciły znane miłośnikom ciężkiego grania, zespoły Veal i Totem. Gwiazdą wieczoru była kapela Frontside. -Gdy na scenę wyszedł zespół Veal od razu zaczęło się szaleństwo. W ruch poszły wszystkie głowy oraz ręce wymachujące w rytm muzykimówi jeden z uczestników sobotniego koncertu. Następnie małopolska grupa muzyczna Totem grająca muzykę metalcore, zaskoczyła niebywałym głosem Weroniki Zbieg, która ostatni kawałek ze swojej płyty zaśpiewała razem z wokalistą zespołu Frontside Marcinem „Aumanem” Rdestem. Pomimo mniejszego doświadczenia w świecie muzyki metalowej, Monika nie pozwoliła się przyćmić Aumanowi, zaś sam duet rozpętał jeszcze większe szaleństwo w śród uczestników imprezy. Wreszcie przyszedł czas na gwoździ programu, Fronside, który promował swoją nową płytę „Zniszczyć Wszystko”. Muzycy faktycznie zniszczyli wszystkich, a na parkiecie rozpętał się ogień. Obecni na sali rzucili się w rytm pogo. Ku radości przybyłych, wokalista wielokrotnie oddawał mikrofon fanom, którzy razem z grupą mogli zaśpiewać ulubione kawałki zespołu. Pomimo tego, iż sala była mała i akustyka niewyraźna muzycy nie zostali wypuszczeni bez bisu.- Dali takiego czadu, że jeszcze następnego ledwo słyszałem na uszy- mówił uczestnik koncertu. Izabela Patro
źródło: 30minut
czytaj więcej
Prawie 4 tysiące zawodników oraz turystów i kibiców z ponad 100 państw świata przez 10 dni będą gościć we Wrocławiu i okolicznych miejscowościach. The World Games, które odbędą się w 2017 roku we Wrocławiu, będą ogromną szansą dla Dolnego Śląska. Także dla Świdnicy.
Na widok rodziców z SP nr 31 w Wałbrzychu, którzy przyszli na sesję do urzędu część radnych przyspieszała nagle kroku. Nie wiedzieli, że broniący swojej placówki oświatowej mieszkańcy chcą ich tylko zaprosić na spotkanie, które organizują. Praktycznie żaden z radnych nie odpowiedział na zadawane przez nich publiczne pytanie: jak pan lub pan zagłosuje na sesji w sprawie likwidacji naszej szkoły?. To była sesja poświęcona głosowaniu w sprawie odzyskania przez miasto Wałbrzych praw grodzkich. Wizyta rodziców z SP nr 31 jeszcze przed jej rozpoczęciem zaskoczyła, a niektórych radnych wręcz chyba „pobudziła”. Zaczął Artur Torbus, któremu przeszkadzali m.in. dziennikarze stojący na środku sali dziennikarze. – W kwestii technicznej. Chciałbym mieć możliwość widzenia przewodniczącej rady miejskiej - powiedział. Zdziwieni przedstawiciele mediów odsunęli się na bok. Sesja poświęcona była przyjęciu uchwały w sprawie przewrócenia Wałbrzychowi statusu miasta na prawach powiatu. Dlatego obok rodziców pojawili się m.in. przedstawiciele starosty Roberta Ławskiego. – Jesteśmy gotowi odpowiedzieć na każde pytania dotyczące tej sprawy jeżeli takie Państwo macie – zadeklarował jeszcze na początku Szymon Heretyk, przewodniczący rady powiatu. Z możliwości tej skorzystał radny Mirosław Lubiński, prosząc skarbnik powiatu o analizę finansową w przypadku utraty grodzkości przez powiat. – Korzystając z okazji chciałbym się dowiedzieć na jakiej podstawie, na jakich przepisach opiera się Pan prezydent w sprawie przejęcia długu?. Naprawdę nie wiem. Może jestem niedouczona – mówiła skarbik powiatu Edyta Wojtas –Wolska. Gdy zapytała o nauczycieli i ich finansowanie znów głos zabrał Artur Torbus. – To nie na temat – wtrącił. – To ja już może skończę – odpowiedziała Wojtas. – Niech Pani mówi dalej. To tylko jeden mały głos na tej sali – skwitował Mirosław Lubiński. Napięta atmosfera udzielała się wszystkim. Spór między sobą po raz kolejny toczyli skarbnicy: Robert Hadaś z miasta i Edyta Wojtas - Wolska z powiatu wałbrzyskiego. Ich wyliczenie finansowe ad. kwestii grodzkości były jednak całkowicie inne. W symulacji przedstawioną przez miasto wynika, że do 2015 roku miasto jest w stanie spłacić 20 milionów zadłużenia, z 34 jakie powiat będzie miał na koniec 2012 roku. - Do 2015 roku chce pan spłacić część tego zadłużenia. Konkretnie 8 milionów do roku 2013, 7 mln do 2014 i 4 do 2015 razem 20 mln złotych. Co dalej? Co z tą pozostałą kwotą? – pytała Rosiak.– Dalszy układ wieloletniej prognozy finansowej jest taki sam jak mamy przyjęty na 2012 rok. Do roku 2021 roku wszystko spłacimy – wyjaśniał Hadaś. – Co będzie jak Regionalna Izba Obrachunkowa wyda opinie negatywną? W projekcie ustawy, którą ma siebie prezydent Komorowski jest napisane, że powiaty powinny mieć więcej niż 200 tysięcy mieszkańców. Nasz nie będzie miał – podkreślała radna Mucha. – Co do powiatów, to dyskusja się toczy od ostatniej reformy administracyjnej – mówiła radca prawny prezydenta. – Jeśli możemy skorzystać jeszcze teraz ze środków unijnych to to zróbmy. A co sejm uchwali, czy będzie nowy podział dzisiaj nie wiadomo – mówiła Maria Majewska. Wiele wątpliwości miała również Alicja Rosiak. - Obecnie na terenie gmin jest czterech gospodarzy. To dotyczy m.in. dróg. Czy nie będzie efektywniej jeśli będzie jeden? – pytał prezydent Roman Szełemej. - - Oczekiwanie ode mnie deklaracji na wiele lat do przodu byłoby nieodpowiedzialne – dodał, gdy Alicja Rosiak poprosiła go o deklarację, że w wyniku reformy administracyjnej nikt nie straci pracy. - Nikt nie jest w stanie przewidzieć tego, co będzie za dwa czy trzy lata – tłumaczył prezydent. Głos zabrali również przedstawiciele powiatu. - Rozmowa o wyliczeniach finansowych powinna być dużo wcześniej. Z tego, co czytałem w mediach, to pan prezydent wypowiadał się, że premier już mu tę grodzkość obiecał. Więc teraz możemy sobie chyba tylko porozmawiać – sugerował Krzysztof Paciepik.
8 tysięcy złotych w gotówce. To pula nagród finansowych o które mogą walczyć laureaci plebiscytu Kryształy i Kamienie 2011 w wybranych kategoriach. Termin zgłaszania kandydatur mija wraz z końcem stycznia 2012 roku. Do naszej redakcji spłynęły pierwsze kandydatury do nominacji wraz z uzasadnieniami. Tradycyjnie już najwięcej zgłoszeń otrzymujemy w kategorii Kulturalne Kryształy. Dzisiaj prezentujemy pierwsze propozycje. Ciągle czekamy na kolejne zgłoszenia. Już w lutym spośród zgłoszonych kandydatur Kapituła Plebiscytu wyłoni maksymalnie 5 nominowanych w każdej kategorii. Później mieszkańcy regionu wałbrzysko-świdnickiego będą mogli w drodze głosowania sms zmienić werdykt Kapituły. Wręczenie statuetek Kryształów oraz nagród finansowych już w marcu 2012 roku. Formularz zgłoszeniowy można pobrać ze strony internetowej www.krysztalyikamienie.pl lub www.30minut.pl. W mijającym tygodniu spłynęło do nas kilkanaście kandydatur w różnych kategoriach.W kategorii Kulturalne Kryształy do tej pory zgłoszono: 1) I Międzynarodowy Festiwal Teatrów Tańca.
czytaj więcej
Zaledwie 8 z 25 radnych skorzystało z zaproszenia i przyszło do zespołu szkolno – przedszkolnego nr 1 w dzielnicy Poniatów. Drugie spotkanie w placówce przewidzianej do likwidacji nie przyniosło porozumienia pomiędzy obrońcami szkoły, a prezydentem miasta i powołanym przez niego zespołem. Przedstawiciele zespołu szkolno - przedszkolnego w dzielnicy Poniatów przygotowali miejsca dla wszystkich rajców zasiadających w radzie gminy.