Moim rozmówcą jest, co stanowi rzecz niezwykłą zważywszy na rangę i znaczenie naszego małego miasteczka, człowiek wielkiej miary, osoba o bogatej, barwnej biografii i ogromnych zasługach dla wolnej i demokratycznej Polski. To nadzwyczaj pomyślne zrządzenie losu, że znalazł się u nas w Głuszycy, że zatrzymał się tutaj na parę dni w zaprzyjaźnionej rodzinie państwa Torbackich i że zgodził się dla naszej skromnej gazety udzielić wywiadu. Jesteśmy mu za to szczerze wdzięczni.
Tą osobą jest Witold Pronobis, doktor nauk historycznych na Uniwersytecie Toruńskim, naukowiec, publicysta, dziennikarz, autor znanego podręcznika najnowszej historii Polski i świata, jednej z pierwszych po upadku komunizmu książek, pokazujących nasze dzieje historyczne wyzwolone z polityczno-ideologicznej sieczki propagandowej PRL-u.
Witold Pronobis, podobnie jak Jan Nowak Jeziorański, jest osobą bardzo bliską milionom Polaków, słuchaczom radia „Wolna Europa”, gdzie od 1983 roku był autorem audycji historycznych, m. in. o zbrodni katyńskiej, o wymianie listów pomiędzy episkopatami polskim i niemieckim. Współpracował z paryską „Kulturą” Jerzego Giedroycia oraz z innymi wydawnictwami emigracyjnymi oraz podziemnymi w kraju. Od 1999 roku prowadzi w Marwicach k. Gorzowa Wielkopolskiego ośrodek pod nazwą Miejsce Spotkań i Dialogu Ponadgranicznego.
Panie profesorze, zacznę nasz wywiad od paru pytań biograficznych, które przybliżą nam Pana osobę, dorobek naukowy i patriotyczny. Jak to się stało, że jako młody naukowiec, wykładowca na Uniwersytecie im. Mikołaja Kopernika w Toruniu, znalazł się Pan w latach 80-tych na Zachodzie, a jak już wspomniałem od 1983 roku w Monachium jako redaktor programowy „Radia Wolna Europa”?
- Zawodowych historyków PZPR uważała za swoich dyspozycyjnych wykonawców. Mieliśmy tworzyć historię w taki sposób, by wykazać rzekomą nieuchronność procesu dziejowego, zmierzającego do ostatecznego zwycięstwa komunizmu. Tak też wyglądały podręczniki szkolne, pisane przecież przez naszych kolegów. Były zafałszowane i przesycone ideologią. Wielu z nas historyków, czyniło to licząc i doczekując się profitów w postaci stanowisk i dodatkowego, niezłego zarobku. Jednak nie wszyscy się na to godzili. Gdy tylko w okresie „Solidarności” osłabła działalność cenzury, powstał pomysł napisania nowego podręcznika, opartego na prawdzie, przekazywanej uczniom z najlepszą wolą autorów. Znalazłem się w 5-osobowym zespole, pracującym nad taką książką. Była już na ukończeniu, gdy wprowadzenie stanu wojennego uniemożliwiło jej wydanie, a maszynopisy zarekwirowała SB. Gdy w maju 1982 r. brałem udział w międzynarodowej naukowej konferencji w Monachium, zdecydowałem się na odmowę powrotu do Kraju. Upoważniony przez internowanych kolegów, postanowiłem podjąć się samodzielnego napisania niezależnego podręcznika tutaj – na Zachodzie, by później, w sprzyjających okolicznościach, wydać go w którymś z podziemnych, krajowych wydawnictw. Pomóc w tym miało mi tez stypendium przyznane przez Instytut J.Piłsudskiego w Nowym Jorku. Dzięki wspaniałym warunkom, jakie tam miałem, praca posuwała się szybko naprzód. Niespodziewanie jednak otrzymałem propozycję stworzenia w Radiu Wolna Europa nowego, niezwykle potrzebnego zbioru polskiej prasy i wydawnictw podziemnych. Było to pilne zadanie, związane z nową funkcją tej Rozgłośni, która chciała przemawiać do Kraju także głosami polskiej opozycji. Jak Pan wspomniał, już w 1983 r., znalazłem się ponownie w Monachium i kontynuując nocami pracę nad podręcznikiem, budowałem w RWE nowy dział pod nazwą Polish Independent Press Unit. Jako jedyny historyk w zespole, niejednokrotnie próbowałem też swoich sił jako redaktor programowy. Książkę ukończyłem w 1986 r. Jej druku podjęła się emigracyjna oficyna Editions Spotkania w Paryżu. Kilka tygodni później opublikowało ją także jedno z krajowych wydawnictw podziemnych.
Czy podjęcie się tego zadania - praca w rozgłośni wyklętej w PRL, to było wielkie ryzyko, czy nie bał się Pan, że może już na zawsze zamknąć Panu drogę do ojczyzny i zakłócić dalszą karierę naukową?
Kariera naukowa w PRL-u, pod kontrolą komisarzy wojskowych po wprowadzeniu stanu wojennego i tak nie wydawała mi się już możliwa.
Natomiast w Monachium ryzyko było rzeczywiście spore. Radiowy budynek przy Ogrodzie Angielskim stał się np. obiektem bombowego ataku słynnego terrorysty Szakala/Carlosa. Dwóch redaktorów z sekcji bułgarskiej zostało zaatakowanych, jeden niestety śmiertelnie, słynnymi już dzisiaj parasolkami, których końcówki nasączone były trującą substancją. SB próbowało wszelkimi metodami dowiedzieć się, kto i w jaki sposób dostarcza mi z Kraju podziemne wydawnictwa. Wiadomo, iż podjęto nawet próbę porwania mnie i potajemnego przetransportowania do Polski. Kilku moich radiowych kolegów stało się ofiarami różnych, przykrych w skutkach prowokacji. Powszechnie tez szykanowano nasze rodziny żyjące w Polsce.
Jak Pan wspomina współpracę z paryską „Kulturą”, czy znał Pan osobiście Jerzego Giedroycia, czy bywał Pan w paryskim Maissons – Laffitte ?
- To akurat była ta najbardziej atrakcyjna strona tej pracy; kontakt z wyjątkowymi, wspaniałymi ludźmi, jak właśnie Jerzy Giedroyć. Oczywiście byłem w Maissons-Laffitte. Pozostają w mojej pamięci zawsze niezwykle pasjonujące targi książki we Frankfurcie nad Menem. Spotykała się tam cała polska niepodległościowa emigracja: Mirek Chojecki, Józef Lebenbaum, Giedroyć właśnie, Piotr Jegliński, Janek Chodakowski. Poznałem i robiłem wywiady z takimi osobami jak Zbigniew Brzeziński, Norman Dawis. Blisko współpracowałem z Władysławem Bartoszewskim, będąc też częstym gościem w jego mieszkaniu,. Gdy w l989 r. został polskim ambasadorem w Wiedniu, poprosił mnie on, pracownika Wolnej Europy, o wygłoszenie okolicznościowego wykładu z okazji przywróconego właśnie w Polsce święta narodowego -11 listopada. Przykładnie słuchali mojego wystąpienia, ciągle jeszcze pracujący w tamtej placówce, peerelowscy esbecy!
Jako kierownik działu Polish Independent Press Unit w Radiu Wolna Europa zgromadził Pan ogromny zbiór wydawnictw podziemnych poza granicami kraju. W jakiej mierze było to przydatne w Pańskiej pracy naukowej i publicystycznej i co się dzieje obecnie z tą biblioteką ?
- O roli podziemnej prasy w naszych audycjach już mówiłem. Jak dalece w PRL bano się ich świadczy fakt, iż kilkakrotnie podrzucano mi fałszywe egzemplarze różnych podziemnych tytułów, licząc ze trafią one na antenę, kompromitując i nas, i podziemnych wydawców. Jakoś zawsze udawało mi się w porę rozpoznawać te fałszywki. Zbiory mojego działu znajdują się dzisiaj w Budapeszcie. Zakupiła je Fundacja George'a Sorosza i umieściła w nowostworzonym Open Society Institute. Są dostępne dla badaczy i już w znacznej części opracowane archiwalnie. Można tam również znaleźć nasze wydawnictwa, a w nich znaczący dorobek badawczy, jak na przykład wydawane cyklicznie zeszyty z artykułami omawiającymi zjawiska z podziemnej prasy i książek. Trafiały one nie tylko do rożnych sekcji RWE ale tez do Białego Domu i do instytutów naukowych wyższych uczelni całego wolnego świata. Taśmy z nagraniami audycji RWE, niekiedy zupełnie unikatowe np. wywiady z gen. Andersen czy Borem Komorowskim, a także słynne audycje z Józefem Światło, wysokim funkcjonariuszem bezpieki w czasach Bieruta itd., itd., zostały przekazane przez prezydenta Clintona do polskiego Archiwum Dokumentacji Mechanicznej w Warszawie…
Bardzo interesującym i zaskakującym jest Pana aktualny wybór drogi życiowej, po takiej barwnej przygodzie w USA, w Niemczech i w wielu innych miejscach na świecie, osiadł Pan na dłużej w gorzowskich lasach? Czy nie ciągnie Pana do wielkiego świata, do Nowego Jorku, Monachium, Paryża? Czy odbywa Pan jeszcze podróże zagraniczne? Czy jest Pan aktywnym uczestnikiem bieżącego życia politycznego w Polsce?
-Często zastanawiałem się czy gdybym miał raz jeszcze przeżyć minione czasy, postąpiłbym inaczej? Musze przyznać, może trochę nieskromnie, że udawało mi się podejmować w życiu, na ogół, słuszne decyzje. Ale jednej żałuję! Tej właśnie, że wybrałem sobie za miejsce zamieszkania i działalności podgorzowskie Marwice. Założyłem i od kilku lat prowadzę tam Ośrodek Dialogu Ponadgranicznego. Razem ze swoimi gośćmi; uczestnikami zjazdów, seminariów, obozów dyskusyjnych czy badawczych, staramy się poznawać prawdę o przeszłości, szukać wzajemnego porozumienia, właśnie przez nie manipulowaną politycznie, prawdziwą, często gorzką i trudną, ale niezakłamaną historię. Włożyłem w tą inicjatywę wiele serca, pieniędzy i wysiłku. Naturalnie mamy coraz więcej, bardzo widocznych, efektów! Niestety wszystko to w atmosferze niechęci, niezrozumienia, wręcz wrogości miejscowej ludności, a ściślej lokalnych władz, z księdzem proboszczem, sołtysem i byłym wójtem na czele. Wiele w tym jakiegoś szowinizmu, nienawiści, trudno pojętego dla mnie innego systemu wartości. Nie chcę jednak o tym mówić. Postanowiłem opuścić te niegościnne okolice, zostawić tych ludzi, których nie rozumiem i poszukać sobie innego, bardziej sympatycznego miejsca. Polityką nie bardzo chce się zajmować. Raczej szukaniem polsko-niemieckiego porozumienia. Koniecznego szczególnie po ostatniej wojnie, brzemiennej w niesłychane krzywdy i cierpienia, ponoszone najczęściej przez zupełnie niewinnych ludzi, zresztą także Niemców! Znalezienie takiego porozumienia jest trudne. Jednak ważne i potrzebne, co tak dobrze rozumieli polscy biskupi, z Karolem Wojtyłą włącznie, gdy przed ponad 40 laty wystosowali słynny list do niemieckiego Episkopatu, w którym wybaczano ale i proszono o wybaczenie.
I jeszcze jedno pytanie bardziej osobiste, myślę że zainteresuje naszych Czytelników, co Pan sądzi jako człowiek tak mocno zaangażowany w przemiany w Polsce o tym, co się dzieje obecnie na naszej scenie politycznej ? Czy nie przypomina to „polskiego piekiełka” z czasów międzywojennych? Czy nie wzbudza niepokoju i nie przynosi ze sobą refleksji, że nie warto było stawiać na szalę całego swojego życia dla naszego, swojskiego „Obrzydłówka”?
To prawda! Często zastanawiam się jak możliwe są niejednokrotnie obrzydliwe obrazki oglądane na naszej scenie politycznej. W społeczeństwie, które tak bardzo potrafiło zaimponować światu swoją mądrością i dojrzałością polityczną w 1980 r.! Które uczestniczyło w wielomilionowym ruchu społecznym „Solidarność”, przyczyniając się do obalenia komunizmu i żelaznej kurtyny!
Skąd wzięły się te przedziwne wyniki demokratycznych w końcu wyborów i niektóre postacie we władzach Rzeczpospolitej, które zdumiewają swoją tam obecnością, budząc wręcz przerażenie? Demokracja parlamentarna w niepodległym kraju najwyraźniej nie zawsze dobrze się sprawdza. Ale proszę mi wierzyć! Nikt jeszcze nie wymyślił lepszego systemu. To tylko od nas samych zależy byśmy potrafili możliwie najmądrzej wybierać swoich przedstawicieli!
Przejdę teraz do pytań bardzo nam bliskich, mam na uwadze naszą lokalną gazetę. Co Pan myśli o naszym miasteczku, jakie wywiera wrażenie, czy bardzo przygnębiające dla człowieka , który poznał wielki świat na Zachodzie?
- To niemal kokieteryjne pytanie. W Głuszycy pojawiłem się na zaproszenie moich przyjaciół, u których, dzięki ich fachowej wiedzy i umiejętnościom, kontroluję i leczę moje zęby. Są też lokalnymi patriotami i przy okazji starają się pokazać mi jak najwięcej atrakcji. Jestem w tych stronach po raz pierwszy i zostałem całkowicie zauroczony okolicą z jej przyrodą oraz, co niemniej ważne, wieloma mądrymi i sympatycznymi ludźmi. Wspomniałem o swoim rozczarowaniu okolicami Gorzowa i o pragnieniu znalezienia dla siebie bardziej przyjaznego miejsca. Jestem przekonany, że je właśnie znalazłem! Tutaj!
8. Jesteśmy świeżo po wycieczce na Osówkę. Proszę o pierwsze wrażenia z „podziemnego miasta”, jak nazwano eufemistycznie to miejsce. Czy wcześniej zetknął się Pan jako historyk z zagadką kryjącą się w masywie Włodarza w Górach Sowich?
- W okolicach Gorzowa , na tzw. dzisiaj „Ziemi Lubuskiej”, miałem okazję dość dokładnie poznać miejsce o dziwacznej nazwie „Miedzyrzecki Rejon Umocniony”. Są to podziemne budowle największego kompleksu militarnego Niemiec, znane jako Wał Wschodni Łuku Warta-Odra. Zbudowano je tuż po I wojnie światowej jako obronne fortyfikacje, mające chronić Berlin przed ewentualnym najazdem ze strony, wyłonionej po Traktacie Wersalskim, Polski. Osówka, choć trochę podobna, jest naturalnie czymś innym. Tym niemniej, badając problem fortyfikacji miedzyrzeckich, co rusz napotykałem w literaturze temat hitlerowskich, podziemnych budowli w Górach Sowich , w tym Osówki. Dopiero teraz jednak mogłem te podziemia wreszcie zobaczyć. To było ogromne przeżycie. Macie tutaj zupełnie nieprawdopodobną atrakcję turystyczną. Na szczęście fakt ten został dostrzeżony przez tutejszy samorząd, co zaowocowało przystosowaniem podziemi do zwiedzania. Obiecująco rozbudowuje się też turystyczna infrastruktura, jak choćby powstająca tam piękna sala restauracyjna, parking itd.
Jestem przekonany, ze archiwa w Niemczech kryją odpowiedzi na wiele pytań dotyczących podziemnych hitlerowskich inwestycji w Górach Sowich. Dzisiejsza przygoda już teraz zainspirowała mnie, bym dokładniej przyjrzał się niemieckojęzycznej bibliografii i tamtejszym archiwalnym inwentarzom. Postaram się też zachęcić do bardziej szczegółowych badań zaprzyjaźnionych ze mną niemieckich historyków z Berlina i z Monachium.
Stanisław Michalik, „Głos Głuszycy”
Około 3000 osób odwiedziło wałbrzyską giełdę pracy i edukacji, na której prezentowały się zakłady produkcyjne z regionu, spółki miejskie, jednostki pośredniczące oraz szkoły i uczelnie wyższe. Była to okazja dla wielu mieszkańców, na znalezienie zatrudnienia, uzyskanie informacji o możliwościach podnoszenia kwalifikacji oraz wymaganiach jakie stawiają pracodawcy. Według danych Powiatowego Urzędu Pracy w Wałbrzychu, w marcu tego roku w placówce zarejestrowanych było prawie 13 tysięcy osób. Stopa bezrobocia sięga zatem nieco ponad 20%, natomiast w całym województwie bez legalnej pracy pozostaje 13,6% jego mieszkańców. Urząd pracy posiada jednak oferty zatrudnienia między innymi w takich branżach jak hotelarstwo i gastronomia, budowlana, handlowa oraz dla pracowników biurowych. Dostępna jest również praca za granicą przy pakowaniu i zbiorach owoców oraz na taśmach produkcyjnych.
czytaj więcejPiętnastu przedstawicieli małych i średnich przedsiębiorstw oraz pięć organizacji pozarządowych wzięło udział w cyklu szkleń dotyczących społecznie odpowiedzialnego biznesu. Uczestnicy warsztatów „Dolnośląskiej Akademii Menadżerów CSR” mieli okazję zdobyć wiedzę, w jaki sposób łączyć cele ekonomiczne oraz prospołeczne w swoich branżach. - To nie jest tylko przekazywanie „suchych” informacji. Te szkolenia, to przede wszystkim spotkanie ludzi, którym się chce robić coś ważnego i sensownego - opowiada Paweł Niziński, trener z organizacji „Goodbrand” Warszawa. Była to już trzecia edycja cyklu szkoleniowego w ramach projektu „Współpraca międzysektorowa – projekt na rzecz odpowiedzialnego biznesu”. Podczas warsztatów indywidualnych i grupowych przedstawiciele przedsiębiorstw oraz organizacji, wypracowali metody wdrażania strategii CSR oraz utrzymywania jej w swojej działalności. - Wszystko zależy od tego z jakim zapałem podejdziemy do tych działań. W jaki sposób je będziemy koordynować i organizować. Często jest tak, że od jednego pomysły, lawinowo tworzą się w głowie następne, a idea wciąż się rozwija – podkreśla Miłosz Krężlewski, uczestnik szkoleń z firmy „MTM Polska”. Kreatywność uczestników zaowocowała konkretnymi pomysłami, które mają nadać ich działalności charakter biznesu społecznie odpowiedzialnego. Polega on na łączeniu celów ekonomicznych oraz prospołecznych, jak kultura, ekologia, czy edukacja. - Prowadzimy z koleżankami Brafiterię, czyli sprzedajemy biustonosze. Naszymi klientami są kobiety i to na ich dobrym samopoczuciu nam zależy. - mówi Justyna Dąbrowska, uczestniczka szkoleń – Oprócz tego promujemy edukację prozdrowotną oraz wszelkiego rodzaju aktywność tego środowiska na terenie Wałbrzycha – podkreśla. Zadaniem projektu jest zbudowanie współpracy międzysektorowej pomiędzy małym i średnim biznesem, organizacjami pozarządowymi oraz jednostkami samorządu terytorialnego.
czytaj więcejPismo, które wysłał do jednostek gminnych Robert Hadaś, skarbnik Wałbrzycha nie pozostawia złudzeń. Sytuacja finansowa naszego miasta jest tragiczna. Czy to już koniec marzeń o wielkim Wałbrzychu? „Informuję, że przy obecnym planie i sposobie gospodarowania środkami pieniężnymi gmina nie jest w stanie w pełni zrealizować planowanych zadań. W związku z powyższym proszę o oszczędne gospodarowanie środkami i dokonywanie wyłącznie wydatków obligatoryjnych (w tym wynikających z zawartych umów). W obecnej sytuacji należy zaniechać zawierania nowych umów, które nie są niezbędne dla funkcjonowania jednostki, jak również powstrzymać się od dokonywania różnego rodzaju zakupów” - czytamy w dokumencie. Nasze miasto boryka się z dużymi kłopotami finansowymi, a kasa świeci pustkami. Tajemnicą poliszynela jak fakt, że to m.in. ze względów ekonomicznych zlikwidowano kilka palcówek oświatowych w Wałbrzychu. Żaden z banków nie chce również udzielić kredytów naszej gminie.
czytaj więcejW dniach 28-29.04.2012 na terenie pokopalnianych hałd w Wałbrzychu odbędzie się piąta edycja zawodów MOTOHAŁDA, będąca eliminacją Mistrzostw Strefy Polski Zachodniej w CC. Zapraszamy Wszystkich zainteresowanych do uczestnictwa w imprezie.
W zawodach będą mogli wziąć udział amatorzy bez licencji i zawodnicy z licencją C, B lub A na motocyklach enduro, cross i quadach. Będzie też odzielna motocyklowa klasa MŁODZIK dla zawodników w wieku 10-14 lat.
W dniach 11-12 kwietnia 2012 r. odbyły się Dni Wałbrzyskiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej „INVEST-PARK” na Opolszczyźnie, pomysłodawcami oraz organizatorami wydarzenia były: Centrum Obsługi Inwestora i Eksperta przy Opolskim Centrum Rozwoju Gospodarki wraz z Bankiem Gospodarstwa Krajowego.
W pierwszym dniu odwiedzono tereny inwestycyjne w podstrefach: Nysa, Prudnik, Opole, które zakończyło się konsultacjami z przedstawicielami firmy Turon w sprawie możliwości zasilania odbiorców na terenie WSSE. Następnie rozpoczęło się seminarium „Opolskie w Strefie, Strefa w Opolskim- doświadczenie, korzyści, perspektywy”.